Jak uniknąć rozdawaczy ulotek?
Często się nad tym zastanawiam chodząc po Łodzi. Ulotkarze czają się wszędzie: na dworcu, w przejściach podziemnych, przed kancelariami prawnymi. W 75-85% przypadków biorę ulotkę, bo mam dobry humor. W pozostałych czasem postępuję tak: obie ręce w kieszeni i wszystko mnie wali; jedna ręka w kieszeni a w drugiej telefon i rozmowa; jedna ręka w kieszeni a w drugiej niosę torbę; wariacje można by mnożyć. Oprócz przypadków gdy naprawdę nie mogę wziąć ulotki, widać czyste pozoranctwo. Trochę głupio.
Dziś jednak za sprawą wykopu znalazłem rozwiązanie w sam raz, odrzucające z miejsca wszelkie próby zachowania pozorów. Stajesz z ulotkarzem do jawnego pojedynku. On albo ty. Bez wstydu, bez zażenowania. Walcz.

źródło: media.tumblr.com/tumblr_loyw3ka4p91qekcm1.gif









Ja też często biorę takowe ulotki, ale czasami staje się to upierdliwe jak np. wpychają po 5 na raz i tak 3 osoby z rzędu :/
A ciekawi są też tzw. ulotkarze-zombi, którzy stoją i czekają aż samemu się podejdzie i weźmie tego śmiecia :p Takich lubię bo ich wcale nie trzeba unikać, to oni unikają ludzi